"Atak rozpaczy" Artura Hajzera- recenzja.


        Artur Hajzer kojarzony jest głównie z programem "Polski Himalaizm Zimowy 2010-2015", którego był twórcą i szefem. Taternik i alpinista, który wszedł na siedem ośmiotysięcznych szczytów, w tym na trzy nową drogą, jedno wejście zimowe. Wspinał się m.in. z Jerzym Kukuczką, Krzysztofem Wielickim czy Wojtkiem Kurtyką. Brał udział w wielu wyprawach organizowanych przez starszych kolegów oraz sam kierował wyprawami, m.in. na Gasherbrum I. Zginął w 2013 roku po odpadnięciu od Kuluaru Japońskiego na Gasherbrumie I schodząc do obozu II. 


        Książka "Atak rozpaczy" to autorska pozycja Hajzera wydana w 1996r., a jej uzupełnienie dodane w 2012r., rok przed śmiercią na Gasherbrumie I. Napisana prostym językiem, dość zwięzłym. Czasem można odczuć, jakby czytało się wypowiadane przez kogoś słowa mówione ot tak, więc ten codzienny język, którym się posługujemy, jest w książce widoczny. I to jest naprawdę świetne. Znajdziemy też mnóstwo dialogów, przez co akcja wydaje się ciekawsza, budująca napięcie i bliżej pokazuje sylwetki pewnych osób. Dialog z Kukuczką czy Wandą. W samej treści przewija się kilka tych samych osób, czyli głównie partnerów wspinaczkowych Hajzera. 


       Cała książka to opowieści i relacje z przeróżnych wypraw w góry. Od Tatr po Himalaje. Początki wspinania Hajzera to tylko pojedyncze fragmenty. Sam autor postanowił skupić się wokół tych największych ekspedycji zakończonych zdobyciem szczytu lub nie. Hajzer nie pominął wątku filozoficznego, ale wyjaśnianego w jasny i zrozumiały sposób, zastanawia się nad zimowym himalaizmem, nad strachem i śmiercią w górach, dzięki czemu poznajemy to, jakim był człowiekiem, wspinaczem i kolegą. 
       Jeśli chodzi o budowę książki to skonstruowana jest bardzo ciekawie, choć nie ukrywam, można wybić się z rytmu, pogubić się i pomieszać fakty. Rozdziały są wymieszane, nie są ułożone chronologicznie. Przykładowo: rozdział Lhotse przecina kilka innych rozdziałów jak Alpy czy Tirich Mir. Taka konstrukcja jest zarazem plusem i minusem. Plusem, bo można skupić uwagę choć na chwilę na czymś innym niż czytać kilkanaście stron o atakowaniu Lhotse, a minusem, jak wspominałam wyżej, można pogubić wątki. 
       Artur Hajzer to bardzo ciekawa górska sylwetka z wyrazistym i konkretnym podejściem do wspinania i samych gór. Autorskie lektury mają to do siebie, że mamy kontakt z samą postacią, która nas interesuje. Z pierwszej ręki, a nie z relacji kogoś innego. I to mi się w Hajzerze podoba- był niesamowicie konkretnym człowiekiem z silnym charakterem, co odczułam po kontakcie z tą książką. I dlatego warto po nią sięgnąć. By poznać Hajzera "osobiście".

Komentarze