Kraina Dżemu i Kraina bez Dżemu, czyli krótka recenzja "Chińskiego Maharadży" autorstwa Wojciecha Kurtyki.


        To nie jest typowa opowieść górska o licznych wyprawach w góry najwyższe. To nie opowieść o swoim dorobku alpinistycznym i osiągnięciach swoich i swoich kolegów. To nie jest również opowieść biograficzna, ani tym bardziej opowieść o chińskich rodach i władcach. To opowieść himalaisty, jednego z najwybitniejszych na całym świecie, który książkę, jedną z dwóch, postanowił napisać o czymś, o czym nikt nigdy by nie pomyślał. O Chińskim Maharadży, czyli solowym przejściu w skałach w Bolecho w Polsce. "Czy Kurtyka naprawdę nie miał o czym napisać? O czymś konkretniejszym? Przecież wspinał się w Himalajach i robił takie rzeczy, jakie nigdy się ludzkości nie śniły... Dlaczego nie o trawersie grani Broad Peaków z Kukuczką? Dlaczego nie o Świetlistej Ścianie Gasherbruma IV z Schauerem?" Wielu pewnie zadaje sobie takie pytanie, a takie słowa właśnie usłyszałam po dygresji na temat pisania Wojtka Kurtyki. Czy solowe przejście brzucha Maharadży nie jest czymś godnym uwagi i podziwu?
To przejście niecodzienne, igranie ze śmiercią, patrzenie jej prosto w oczy. I dlatego niezwykle imponuje mi tutaj wybór tematyki książki Kurtyki. Coś na pozór wydającego się małym, w rzeczywistości ma największy wymiar.
        Na pierwszy rzut oka książka to mnóstwo dziwnych fraz, wyrazów i obrazów i od razu padają pytania ze strony czytającego: czym jest ten Dżem? Kim jest Geko? Jaka szafa? Abotak, to potwierdzenie czy jakaś pokręcona nazwa? Czym jest piękne określenie Przymierza Ciemiernika? Bez obaw, wszystko wyjaśnia się powoli i po kolei w dość prosty sposób do zrozumienia. Autor celowo używa niecodziennych określeń, nazywa okrężnymi drogami, często porównuje i poszukuje drugiego dna, które często jest tam, gdzie ma być. 
        Ale zacznijmy może nieco jaśniej i prościej. Książka "Chiński Maharadża" to przygotowanie mentalne i fizyczne do przejścia solo drogi w skałach o nazwie jaką nosi tytuł samej książki. Kurtyka zmierza się z potworem z przeszłości, pojawiają się rozterki i problemy związane z jego prywatnym życiem, z biznesem polsko-zagranicznym i za każdym razem na jego drodze pojawia się coś, co utrudnia mu rozpoczęcie treningu- czas, siła, rodzina, psychika, partner wspinaczkowy. Ale sukcesywnie przełamuje sam siebie i dociera aż pod samą ścianę. Pod sam brzuch Maharadży. I po wielu zmaganiach z liną, ze skałą, zapamiętując chwyty, przechwyty i każdy milimetr drogi, podejmuje się przejścia. I zrobił to. Przeszedł Chińskiego Maharadżę. 
        Co można dostrzec w książce? Duże skupienie wokół tego, co dzieje się w głowie Wojtka Kurtyki, ile walki i trudów podejmuje, by osiągnąć cel, który nie daje mu spokoju ducha, dlatego większość tej intrygującej opowieści to oczekiwanie na ostateczny bój i wczytywanie się w najróżniejsze zakamarki psychiki Wojtka, które sam chce nam pokazać i wyjaśnić. Ostatecznie opis wejścia na Maharadżę to dosłownie dwie strony i sądzę, że to celowy zabieg autora. 
        "Chiński Maharadża" to nietypowa książka, której bliżej jest to dzieła o tematyce górsko-psychologicznej. Psychologia wspinania jednego z najlepszych i najbardziej intrygujących wspinaczy XX i XXI wieku., który wybrał opowieść o Maharadży, jako tą najbardziej zahaczającą o filozofię jego wspinania, i która najpełniej oddałaby obraz tego, co czuł, gdy dotykał skały.

Komentarze